• Wpisów:1708
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:53 dni temu
  • Licznik odwiedzin:58 232 / 2469 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Wiem, że to nie to.
To nigdy nie było to.

Boję się być sama teraz.
Nie dostałam miłości, nigdy jej nie dostaje.
Mam tylko złudzenie. Które pomaga, nawet nie trochę.

Pomaga, kiedy siadam, a Ty obejmujesz mnie ramionami, tak bardzo mocno. Przyciskasz do siebie i całujesz po karku, po szyi, po twarzy. Pomaga, kiedy zasypiam i budzę się wtulona w Ciebie jak w poduszkę. Pomaga każdy buziak, którego dostaję, kiedy się przebudzasz. Pomaga, kiedy pytam w środku nocy, czy przyjedziesz, a Ty przyjeżdżasz. Zawsze. Po całym dniu pracy i przy -10 na dworze, jesteś zawsze. Zawsze. Pomaga mi to, że nie masz mnie dość, nawet kiedy każdy by już miał.

Dzięki Tobie utrzymuję się na powierzchni. Bo przecież nie umiem żyć bez wsparcia.

Serce mi pęka, kiedy pomyślę, że mogłabym Cię skrzywdzić. Że mogłabym Cię zostawić. Do nikogo jeszcze nie czułam tak dużo.
Ale to nie jest miłość, mimo wszystko.

Staram się widzieć trochę więcej. Moje czerwone lampki nigdy nie zapalają się bez przyczyny. Nie zawiodły mnie jeszcze.

Nie jesteś złym człowiekiem. Ale mój ojciec też nie jest. Spapramy sobie życie, jeśli zostaniemy razem.


Czuję do Ciebie dużo, naprawdę.

Chciałabym wiedzieć, co Ty o tym myślisz.
Ale nie powiesz mi. Ty nie mówisz. To jedna z tych lampek, która świeci najczęściej.
  • awatar Gość: Aha to wis znos to wyłoncz tą lampką XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 


Wszystko co mam w głowie jest teraz zatrute i gnije.
 

 


Czasem nie widzę poza Tobą świata,
a czasem nie widzę Ciebie w moim świecie wcale.


Istnienie pokrewieństwa dusz chyba nie jest tylko moim urojeniem. Ale przecież gdyby było, i tak bym nie wiedziała.


Ciągle żyję jak dziecko. Nie jestem kobietą.


To jest na chwilę, ja to wiem. To jest taka zabawa w miłość.

A ja bym chciała, żeby któremuś przeszło przez myśl, że mogę być żoną.
A jeszcze bardziej chyba sama chciałabym pomyśleć o kimś, jak o mężu.
 

 


Myślę, że do relacji międzyludzkich nie należy podchodzić nazbyt idealistycznie.

Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.
Nikt nie zadba o nas lepiej, niż my sami.

Chyba nie ma nic głębszego, niż więź rodzinna.
Tylko rodzina kocha szczerze.
 

 


Doświadczenia z mojego dotychczasowego życia nauczyły mnie kojarzyć sobie moją miłość z cierpieniem.

Miłość. W sumie nie miłość.
"Uczucia". Do kogoś.

Nigdy nie kochałam żadnego mężczyzny.
Ale kiedy tylko delikatnie wykraczałam poza swoją granicę oddzielającą mój niezbity dystans od uczucia zakochania, zawsze zaczynałam cierpieć.

Nie że motylki w brzuchu, nie że euforia.
Cierpienie, po prostu.

Poczucie zagrożenia. Świadomość, że ktoś ma nade mną władzę.



Nigdy nie kojarzyłam zakochiwania się ze szczęściem.
Wcale nie uśmiecha mi się znowu być w tym miejscu.
 

 

Jestem wadliwa.

Mogę funkcjonować, ale zawsze się będę psuła.
W końcu zawsze będę wybrakowana.

 

 

Jestem Tobą taka rozczarowana.
A z drugiej strony, dopiero teraz coś do Ciebie czuje.

Dopiero teraz dla mnie coś znaczysz.


Wcześniej byłeś tylko do przytulania, teraz jesteś do kochania. Myślę, że właśnie dlatego, że zobaczyłam Cię takiego słabego. Ludzkiego.


Ty też czujesz bardziej, tylko panicznie boisz się to pokazać.
  • awatar Gość: @gość: aha a som ludzie nieprawdziwi ty wiejski filozofie? hahahahahaha
  • awatar Gość: @gość: prawdziwi ludzie nie manipulują, bo są prawdziwi :)
  • awatar Gość: no wisz znosz tak cie robie w konia, niby żem słaby taki bezradny ale na ciebie to działa i mam cię w garści. Bi biiii biiiiihihihihihihi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Brakuje czasu, siły i ochoty. Trzeci dzień stycznia, a ja nawet nie miałam kiedy.

2017 był dziwnym rokiem.
Takim szybkim, pełnym skrajnych emocji.
I ekscytujących pierwszych razów.

Pierwszy chłopak w życiu, pierwsze zerwanie, pierwszy maraton płaczu, pierwsza podróż do Grecji, drugi chłopak w życiu,

a także:
trzy pierwsze razy,
dwa pierwsze razy
i pierwszy raz.
 

 


Chciałabym już nigdy nie musieć tęsknić.

Porzucić to wewnętrzne przekonanie, że ktoś za chwilę zablokuje mi do niego dostęp, że ktoś mi go zabierze.
Że muszę korzystać z każdej sekundy, w której go jeszcze mam.

Nie mogę przestać o nim myśleć.
Odliczam odkąd wyszedł z mojego domu.
Cztery dni tylko. Nie potrafię wypocząć, bo męczy mnie to ograniczenie.

Przestałam lubić powroty do domu. Przestałam lubić to, co każe mi tęsknić.


Co się ze mną dzieje?
Przecież się nie zakochałam... Chyba?

Po prostu się uzależniłam. Znowu.


Dwa dni jeszcze.
Trzecia lampka wina kusi bardzo.
  • awatar Gość: Nie pij, bo Cię okradną ;)
  • awatar Gość: ;(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Czego nie bym nie robiła i jak bardzo bym nie ufała,
w końcu i tak zawsze zostanę pozostawiona sama sobie.

Ludzie tak mają. Ludzie są egoistami z natury.

Jest mi przykro. Jestem zazdrosna, nawet zawistna.

Mam chłopaka. Ale myślę, że on mnie nie kocha.
Mój poprzedni chłopak też mnie nie kochał.

Nie mogę pojąć, po prostu.
Czemu mnie się zdobywa, ale nie kocha.

  • awatar Gość: Takie czasy. W tych czasach ludzie nie umieją kochać. Bo nikt ich tego nie nauczył. Umieją tylko pożądać - pożądać i zdobywać, bo tego się dziś ich uczy... Miłość jest rzadsza niż szczere złoto. W ogóle. Nie tylko, jeśli chodzi o Ciebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Moje relacje z ludźmi często bywają takie... abstrakcyjne.

Zaczęłam się troszkę bać.

Jestem z nim, bo jest dla mnie dobry. I nie gada.
Nie gada, nie musi.
Nie szepce mi do ucha komplementów i zapewnień o tym, że mu zależy.
Nie mówi mi tego, co myśli, że ja chcę usłyszeć.
Nie mówi mi nic, ale ja to i tak widzę.
W tym co robi, w jaki sposób mnie dotyka, jak na mnie patrzy i jak dużo czasu mi poświęca. W tym, jak mi odpowiada. I nie ignoruje, nigdy, że czegoś potrzebuję.

Jestem z nim, bo to chyba najbardziej szczery facet, jakiego znam. Ja mu po prostu ufam.


Może za dużo się całujemy, a za mało rozmawiamy.

Od początku wierzyłam, że ta jego bardzo gruba warstwa ochronna kryje pod sobą wrażliwego, dobrego człowieka. Że to, co czasem mówi o innych i to jak odnosi się do swoich kumpli... Że to wszystko takie zabezpieczenie. Żeby się nie dać. Że pod tym całym pancerzem jest taki, jaki jest dla mnie.


I dzisiaj przestałam mieć tę niezbitą pewność, że to tylko pancerz. Że może on wcale nie jest kimś, w kogo cały czas wierzyłam. Dobrym człowiekiem, tylko zamkniętym.
Może ta cała agresja jest prawdziwa.

Przecież to mądry chłopak. Znam go. Trudno mi uwierzyć w to, że ma tak odmienne poglądy do moich, że jest kompletnie wypłukany z wrażliwości.


Nie zrozumiemy się chyba nigdy.
Tylko, że ja nie chcę kończyć, chociaż wydaje mi się to bardzo słuszne.
  • awatar Gość: Wypłukany z wrażliwości? A może za często odpychany i musiał założyć pancerz, by przetrwać? W wersji bez pancerza zbyt łatwo można zabić człowieka. Dusza jest trochę jak ślimak - gdy dotkniesz, to sie chowa, bo jest zbyt delikatna, by narażać sie na konfrontacje z czymś większym, znacznie bardziej trwałym i odpornym...
  • awatar Gość: U podstaw agresji często leży strach przed cierpieniem, ponownym zadaniem przez kogoś bólu. Dlatego tak ważne jest stworzyć warunki poczucia bezpieczeństwa bez niewiadomych, by ten czynnik wyeliminować. By prawdziwa natura i charakter człowieka mógł się w pełni ujawnić, rozwinąć jak kwiat.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Nigdy dość, zawsze za mało.
 

 


Ponoć widać.
Że od pewnego czasu coś jest nie tak.

Że się boję.

Gasnę, nawet już nie powoli. Bardzo słabym jestem człowiekiem, uginam się pod znikomym obciążeniem.

Najprościej zakopać się w jesiennej melancholii.
Ale to coś więcej, nie nazwę tego.
 

 


Powinnam być szczęśliwa teraz.
Ale ja nie bywam szczęśliwa wtedy, kiedy powinnam.


Nie czuję nic.
Zadowolenie, może. Z pewnością nie euforię.


Cieszę się, że go mam. I to wszystko, nie czuję nic więcej.



Nigdy nie powiem na niego złego słowa.
Ale nie zakocham się.
 

 


Nie ogarniam. Znowu wchodzę do tej samej rzeki, a przecież sobie obiecywałam.
Znowu powtarzam te same błędy,
to jest jak kompulsja.

Czemu ja to sobie robię, do cholery.
Nie panuję nad sobą, to jest jakieś chore, serio.

C H O R E .




Nie złamię sobie serca trzeci raz w przeciągu roku,
to naprawdę wskazywałoby na jakieś niedojebanie emocjonalne
  • awatar Lady Catherine Brown: Każdy to powiedzenie zna, że dwa razy się do tej samej rzeki nie wchodzi ale prawda jest taka że pewnych rzeczy/ludzi nie jesteśmy w stanie sobie odpuścić i ciągle do nich wracamy mimo że wiemy że to nie jest dla nas dobre... Głupie to jest i chore, ale prawdziwe. Niestety... Zapraszam do siebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Mój Boże, znowu to samo.
Nie mogę znowu taka być.
Nie mogę znowu tego przechodzić.

Sama to sobie robię, to jest najgorsze.
Zbyt wygodnie się urządzam na cudzym zaangażowaniu, zapominając, że brałam je na kredyt.
 

 


Już dłużej go nie ma, niż był mój,
tak naprawdę.

Ale ja dalej pamiętam to puste uczucie, kiedy wychodził rano, a ja już chciałam go z powrotem.
Pamiętam, że mogłabym tak ciągle, po prostu nic nie robić, byle z nim.
Pamiętam te noce, w których doprowadzał mnie do granic tego, co uważałam za stosowne. Robił ze mną co chciał, ale nigdy nie zrobiłby czegoś, na co bym mu nie pozwoliła.

Był tak bardzo nieperfekcyjny i tak bardzo odstawał od świata, w którym żyję. Ja go nie chciałam, ja nim żyłam.



Nie czuję tego teraz.

Poznałam męski odpowiednik mojego charakteru.
Jest dużo przystojniejszy, dużo częściej mnie przytula i z pewnością łatwiej jest go polubić.

Jest naprawdę kochany. Lepiej mnie rozumie i ładniej mnie traktuje. Ale ja jakoś nie czuję... tego.


Wiem, że jest rozsądniejszym wyborem. Zawsze ciągnęło mnie do złych facetów i to oni byli w stanie najbardziej mną poruszyć. A ja nigdy nie zapominałam, że to jest moja słabość.

Postanowiłam spróbować zapakować się w końcu w związek z kimś normalnym. Tak jest dobrze, póki co. Tak jest chyba rozsądnie.

Jest bardzo wcześnie po prostu.
 

 

Trudno jest być idealistą w dzisiejszych czasach.
Trudno jest dalej wierzyć, że żyjemy wszyscy dla siebie,
patrząc na to, co się odjebało z tym spierdolonym społeczeństwem.
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Delikatnie i subtelnie próbuję nadać sens tej całej papce niepowodzeń, próbuję je w końcu zinterpretować w jakiś budujący sposób.
Bo wiem, że da się, kiedy uspokoi się swoje autodestrukcyjne zapędy.

Moje całe życie podszyte jest nienawidzeniem siebie za swoją nieidealność, ale nigdy nie mogłabym odmówić sobie (na swój sposób pojebanego) optymizmu.

Przygniotły mnie ludzkie sądy, przygniotła mnie świadomość życia na scenie. Każda pomyłka wydaje się być tragedią.
Balansuję pomiędzy dbaniem za bardzo i nie dbaniem w ogóle.

I usilnie głowię się nad tym, gdzie znaleźć równowagę.
Ale znajdę.
Tylko muszę w końcu posklejać ten bezcenny przedmiot, uczynić go znowu funkcjonalnym.
  • awatar Classy.: Życzę powodzenia, też mam obecnie problem z poukładaniem wszystkiego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


To naprawdę niedorzeczne, nadawać tak ogromną wartość słowom.

To zawsze była moja mała obsesja.
 

 

Skoro moja wrażliwość dostała właśnie porządny wpierdol, to niech mnie to chociaż ukształtuje.

Może brakowało mi tego jadu, bez niego nie ma charakteru.


Pije się go jak wódkę i jak wódka dodaje odwagi.

Mimo wszystko, wolałabym nie strzępić sobie na nim zdrowia i szacunku do siebie.

 

 

"Poczucie szcześliwości" wymagałoby jakiejś odmiany.

A ja nie umiem się zmieniać.

Zwłaszcza kiedy dźwigam zrośnięty z kręgosłupem plecak, po brzegi wypełniony niepodobającymi mi się wspomnieniami. Które wysypują się, kiedy tylko dobrze mi idzie.
Zbieram je, nawet nie wiem po co.
Wkładam do plecaka, bo przecież są częścią mnie.
Ale przy każdym dotyku rozprzestrzeniają się, wpijają się w teraźniejszość i zatruwają dobre rzeczy swoimi toksycznymi wysiękami.

Mogłabym je zostawiać. Nie przykładać do nich wagi.
Ale wtedy znajdzie się ktoś życzliwy, kto podniesie moją zgubę i mi ją przyniesie. A mi tylko wtedy będzie głupio. Że ktoś zbiera za mną te obrzydlistwa i dostarcza do rąk własnych.

One nie znikną. To ja muszę nauczyć się, jak z nimi podróżować.


Tylko nie bardzo... Nie bardzo wiem jak, w zasadzie.
Nie wierzę już chyba, że takie rzeczy załatwia się bez wychodzenia na zewnątrz.


Chciałabym nawet pomocy. Przecież nigdy sobie nie radziłam. Kiedyś po prostu ambitnie wierzyłam, że sama rozplączę te wszystkie sznureczki w swojej głowie.


Im starsza jestem, tym więcej tego syfu.
Nie umiem zahamować tego autodestrukcyjnego pędu, nie umiem się odciąć od nienawidzenia siebie, coraz bardziej.

 

 


Żyć, albo chociaż nie umierać.
 

 


Najgorszy jest moment, w którym przestaję czerpać satysfakcję z tego, że ktoś się do mnie dobija i zaczynam odczuwać jakieś przywiązanie.
Zaczynam oczekiwać.

Nienawidzę go. Tego momentu. Wtedy się wszystko jebie, a ja rozpoczynam swoje denerwowanie się bez powodu.


Wygląda na to, że to jedyne, co mężczyźni we mnie lubią. Mój brak zaangażowania.

Kiedy w końcu otwieram drzwi, to okazuje się, że nikt wcale nie chciał wchodzić do środka, chciał tylko sobie popukać. I sprawdzić, czy robi to na tyle dobrze, że otworzę.


W tym momencie próbuję wbić sobie do głowy, że mam niczego, absolutnie niczego nie oczekiwać. Zwłaszcza od mężczyzn, bez względu na nic.

Za szybka z tym jestem. Ale bo wcześniej się opierdalałam, to dlatego.
 

 


Chciałabym mieć mądre priorytety w życiu.
Zaprzątać sobie głowę rzeczami ważnymi, nie tym rozpowszechnionym gównem.

Niby wiem, że nie to jest w życiu ważne.
Tylko w sumie co jest?


Poddaję się nad wyraz szybko, niezmiennie.
  • awatar Gość: Wytrwałość to cecha ludzi dojrzałych... ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Jestem już cała przesiąknięta niepewnością.
Czuję, jakby zakażała coraz większą część mnie. Jakby mnie już pod nią nie było za bardzo.

Może pewność jest cechą charakteru, może zwyczajnie nie istnieje.


Potrzebuję domu, nie jestem silna na tyle. Żeby się tak tułać bez końca.
  • awatar minutę temu: @gość: No właśnie... Nie jestem pewna
  • awatar Gość: Tylko czy z kimś obcym stworzysz dom? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›